Archiwum




Dziś jest:
Piątek, Grudzień 15, 2017

Gości Online: 1
 
Dzień Pamięci o Holocauście
w Szkole Podstawowej nr 1 w Sędziszowie

            W dniu 27 stycznia w Szkole Podstawowej nr 1 odbył się apel szkolny poświęcony pamięci ofiar Holocaustu, inaugurujący akcję "Obozy zagłady - pamiętamy". Uczniowie poznali historię powstania największego niemieckiego obozu zagłady w Oświęcimiu - Brzezince, dowiedzieli się, kim byli więźniowie i jak wyglądało codzienne życie w obozie. Pamięć ofiar obozów zagłady uczczono minutą ciszy. Ogłoszono też rozpoczęcie akcji zbierania nazwisk osób z terenu gminy Sędziszów, które straciły życie w obozach koncentracyjnych lub były ich więźniami.

 

Dla tych, którzy chcieliby jeszcze raz wrócić do treści przedstawionych podczas apelu zamieszczamy scenariusz spotkania.

 Spotykamy się, aby uczcić pamięć tych, którzy w czasie II wojny światowej zginęli
w obozach koncentracyjnych. Dziś przypada 66 rocznica wyzwolenia największego niemieckiego obozu zagłady w Oświęcimiu - Brzezince. 27 stycznia 1945 roku Armia Czerwona wkroczyła na teren obozu, niosąc wolność przebywającym tam więźniom.
       W kwietniu 1940 r. wydano rozkaz o założeniu obozu w Oświęcimiu. Pierwszymi więźniami byli niemieccy kryminaliści, specjalnie wyselekcjonowani przez komendanta obozu Rudolfa Hessa. Mieli oni odgrywać szczególną rolę w obozie. Odsiadywanie kary łączyć mieli bowiem ze sprawowaniem nadzoru nad resztą więźniów innych narodowości. Hess dobierał ich zwracając uwagę na ich skłonność do przemocy i okrucieństwa. Przybyli do Oświęcimia w maju 1940 r. Miesiąc później do obozu przybył pierwszy transport 758 polskich więźniów. Byli to przeciwnicy niemieckiego reżimu w okupowanej Polsce. Rozpoczęto prace zmierzające do rozbudowy obozu. Okoliczna ludność została wysiedlona. Obóz w Oświęcimiu rozpoczął swoje funkcjonowanie.
     Wyjście stąd prowadzi przez komin - tak poinstruował pierwszą grupę 758 więźniów przywiezionych w czerwcu 1940 roku z Tarnowa do obozu koncentracyjnego Auschwitz esesman Karl Fritzsch. Jego słowa były prorocze. W tym miejscu przez pięć lat zginęło może nawet 1 milion 300 tysięcy ludzi.
    Warunki transportowania więźniów do obozu w Oświęcimiu były bardzo złe. Ludzi przewożono koleją, w wagonach towarowych. Były one przepełnione - w jednym wagonie umieszczano około 80 osób. Podróż mogła trwać nawet kilka dni. Po dotarciu na miejsce dokonywano selekcji. Osoby zdrowe i zdolne do pracy kwaterowano w obozie. Starszych, chorych i słabych przeznaczano do eliminacji w komorach gazowych.
Wszyscy więźniowie mieli wytatuowany na przedramieniu numer.
       Więźniów budzono o 4 rano. Mieli obowiązek w szybkim tempie pościelić sienniki. Następnie załatwiali potrzeby fizjologiczne, myli się i jedli śniadanie. Musieli się niezwykle śpieszyć, aby zdążyć wykonać wszystkie te czynności i zdążyć na apel. W ogóle charakterystyczną cechą całego planu dnia był nieustanny pośpiech. Więźniów surowo karano za wszelkie opóźnienia, pomimo tego, że mieli naprawdę mało czasu na wykonanie wszystkich powierzonych im czynności. Po apelu następował wymarsz do pracy, któremu towarzyszył akompaniament obozowych orkiestr. Więźniowie pracowali od 6 rano do 17, przerywając pracę na godzinną przerwę, podczas której spożywali lichy obiad. Szybkiego tempa pracy pilnowali wyposażeni w groźne psy SS - mani. Po pracy, podczas powrotnego marszu do baraków, wycieńczeni więźniowie musieli iść w równych szeregach, rytmicznym krokiem, aby ułatwić Niemcom przeliczenie stanu osobowego całej grupy. Gdy wszystkie oddziały więźniów dotarły do obozu, miał miejsce wieczorny apel, a po nim kolacja. Od godziny 21 obowiązywała cisza nocna, podczas której więźniowie mieli bezwzględny zakaz opuszczania baraków.
     Codziennie dokonywano w obozie egzekucji. Przybierały one różne formy. Najpospolitszą z nich było rozstrzelanie. Każdy SS - man mógł zabić więźnia bezkarnie, bez ponoszenia jakiejkolwiek odpowiedzialności. Dlatego też w ten właśnie najprostszy sposób wykonywali oni swój obowiązek powstrzymania każdego więźnia, który podejdzie do ogrodzenia. Dlatego też więźniowie, którzy pragnęli skrócić swoje cierpienia i skończyć z życiem szybko
i bezboleśnie rzucali się na druty, w których płynął prąd, wiedząc, że znajdą ich tam kule strażników, które przyniosą ulgę śmierci. Za powstrzymanie uciekinierów przysługiwał wartownikom urlop. Często zatem zdarzały się przypadki, że wartownicy pozwalali więźniom, a nawet rozkazywali im podejść do ogrodzenia, aby móc ich zastrzelić i zasłużyć na kilka dni odpoczynku od pracy. Egzekucji w obozie dokonywano również poprzez powieszenie lub zagłodzenie więźnia.
        Ludzi zabijano głównie "łaźniach", gdzie byli uśmiercani przy pomocy wpuszczonego do nich gazu - tlenku węgla lub cyklonu B, który zaczęto stosować po raz pierwszy
w Oświęcimiu.
Wraz ze zbliżającymi się do Oświęcimia oddziałami radzieckimi Niemcy próbowali zniszczyć dowody swych zbrodni. Wysadzono w powietrze krematoria oraz komory gazowe, które były największymi i najsolidniej wykonanymi konstrukcjami obozu. Pozostałe po nich zgliszcza są do dziś niemymi świadkami dokonanego przez hitlerowców ludobójstwa.
Uczcijmy minutą ciszy pamięć wszystkich pomordowanych w czasie II wojny światowej.
Baczność!
Dziękuję.